Ślub, dziecko i co dalej?

Obecnie w swoim życiu jestem na etapie odpowiedzi na powtarzające się pytanie “kiedy ślub?”. Nie jest to w sumie tak irytujące i da się to znieść, o ile ma się chłopaka oczywiście. Więc dotąd zwykle grzecznie odpowiadałam, zgodnie z prawdą, że jeszcze nie wiem, albo że już niedługo. Ale odkąd ta data staje się coraz bardziej realna, zaczynam się zastanawiać, co będzie, kiedy “awansuje” i przyjdzie mi się zmierzyć z kolejnym pytaniem – “kiedy dziecko”?

Był ślub, to czas na dziecko!

Bo niby co można odpowiedzieć w takiej sytuacji? Najlepiej klasyczne “co cię to obchodzi”, ale wydaje mi się, że i to nie zakończyłoby tematu. Ani plotek, bo niektórzy nie są na tyle odważni, żeby pytać wprost. Często jestem świadkiem rozmów, podczas których ludzie komentują pary, będące już “tyyyyle po ślubie i dalej nic”. I tu pojawiają się dwie opcje – albo współczucie, bo pewnie nie mogą, albo ocenianie, że pewnie egoiści, że ważniejsza kariera, pieniądze, że niedojrzali…

I nikomu oczywiście nie przyjdzie do głowy, że można świadomie nie decydować się na dziecko i to wcale nie z powodu egoizmu. No bo po co brać ślub, jeśli nie chce się mieć dzieci? Ten argument zawsze mnie rozwala. Czy naprawdę ludzie biorą ślub tylko po to, żeby móc w końcu “legalnie” urodzić potomka? Czy to są jakieś kolejne etapy gry zwanej życiem, które trzeba jak najszybciej zaliczyć i odhaczyć? A potem już tylko szara codzienność, ale przynajmniej z dziećmi, bo – jak wiadomo – nic nie daje w życiu takiego szczęścia jak one. Otóż nie. Ludzie są różni i różne rzeczy dają im szczęście. 

Jak można nie chcieć mieć dzieci?!

Dlatego są osoby, które nie chcą mieć dzieci, bo ich po prostu nie lubią. Z jednej strony wygodnictwo, z drugiej – kto chciałby mieć rodziców, którzy nie lubią dzieci? Nie ma rodziców idealnych, ale zdarzają się czasem znacznie gorsi od przeciętnych. Gdyby tylko zdawali sobie z tego sprawę, świat byłby piękniejszy…

Są osoby, których nie stać na dzieci, albo chcą zapewnić im coś więcej niż 500+. Dobry start w życiu, edukację, możliwość rozwijania pasji, a nie tylko wegetację, a potem konieczność pracy przez całe życie tylko na to, żeby przeżyć. 

Są ludzie, którzy boją się patrzeć na ewentualne cierpienie swojego dziecka. Jeśli masz dwie nogi i dwie ręce, to wygrałeś na genetycznej loterii. Niestety choroby nie wybierają, a niektórzy nie wyobrażają sobie później proszenia obcych o pieniądze i zbierania milionów na leczenie swojego dziecka. To oczywiście skrajność, bo zawsze jest jakieś ryzyko, wypadkowi można też ulec w każdej chwili życia. Ale już decyzja o ciąży, kiedy samemu jest się obciążonym z chorobami, które mogą być dziedziczne, znacznie zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania.

Czasami ciąża oznacza wykluczenie z pracy zawodowej na dłuższy czas. Niektóre kobiety mogą się obawiać utraty pracy albo trudności w powrocie do niej. Zawsze trochę wypada się z obiegu, wiadomo też jak pracodawcy patrzą na urlopy macierzyńskie i wychowawcze… Czasem facet zostaje jedyną osobą, która musi utrzymać rodzinę i szczerze mówiąc – współczuję takiej sytuacji, bo nie dość, że pracuje na kilka osób, to często jeszcze kosztem kontaktu z bliskimi. 

Są też tacy, którzy nie chcą mieć dzieci TERAZ, co nie znaczy, że nie nie chcą ich wcale. I ślub nie jest dla nich furtką do zachodzenia w ciążę. Właśnie dlatego ocenianie młodych małżeństw przez pryzmat tego, czy mają dzieci, czy nie, jest dla mnie totalnie niezrozumiałe. 

I w końcu – są osoby, które bardzo chcą mieć dzieci, ale nie mogą. Słuchanie w kółko tych samych pytań nie jest pomocne – wręcz przeciwnie. A usprawiedliwianie swojej wścibskości współczuciem i troską jest zwyczajnie nie w porządku. 

To tylko kilka powodów, a można je mnożyć. To są typowe wątpliwości, jakie spotykają każdą młodą osobę i trudno chyba winić nas za to, że rozważamy takie rzeczy. To raczej wyraz odpowiedzialności i dojrzałości, chociaż dla niektórych pewnie nadmierne roztrząsanie albo szukanie dziury w całym… Lepiej pewnie postawić wszystko na jedną kartę i jakoś to będzie!

No to kiedy dzidziuś?

W sumie odpowiadanie na takie pytania nie jest obowiązkowe. Można jakoś z nich wybrnąć albo odpowiedzieć grzecznie i zgodnie z prawdą, jeśli mamy ochotę. Nie musiałabym tu nic pisać i nie tłumaczyć siebie ani mnóstwa innych osób w zbliżonym wieku i sytuacji. Ale z drugiej strony ile można? Dlaczego ludzie nie zadają pytania – “to kiedy zmieniasz samochód”? Albo “kiedy kupujesz nowe mieszkanie”? Może dlatego, że nie każdy marzy o nowym samochodzie i nie planuje kupna domu. Skąd więc ten pomysł i przekonanie, że musi planować dziecko? I w dodatku – skąd pomysł, że musi się z tego zwierzać właśnie Tobie?

Jedna myśl w temacie “Ślub, dziecko i co dalej?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.